Wygrzewańce Zimowniki
10 Grudzień 2008środa 21:02
Singiel zmarzluch. Zachudzony samotnością nie ma jak się ogrzać. Żadnych ciepłych myśli ani gorących uczuć. Nic.
Niedość że pustka, to jeszcze zima. Chodzi singiel rozedrgany, ma dreszcze i nie chce jeszcze. Czeka po przystankach, patrzy. Mysli sobie, że sie znajdzie ktoś, kto przytuli, rozmasuje, herbaty da. A tu proszę – pustka. Tylko wichura go muska po twarzy, tylko śniegowa czapa na ramieniu siada. Nie chce singiel tej czapy. Zły jest. Ma humory. Strzela fochy. Robi z siebie bałwana.
Wraca singiel do domu i stwierdza, że ma już dość. Że nie chce mu się samotnych herbat i kruchych herbatników. Nic mu się nie chce. I co jak co, sam przy świątecznym stole siedzieć nie zamierza. Ani z byle kim – byle był.
Zakłada śniegowce, rękawice i rusza w śnieżycę. Brnie. Się pnie. Mija drzewa, cicho śpiewa. Marznie mu nos. Marny singla los. Ale głupi nie jest. Wie, gdzie idzie.
Staje przed bramą, naciska dzwonek. Odpowiadają mu okrzyki futrzaków, które tylko czekają, żeby kogoś wygrzać. Żeby wziął i przytulił, posadził przy nodze. Żeby można było spać na czyjejś podłodze.
Bo zwierza dużo nie mówią, ale swój rozum mają. I wiedzą, że najlepszy dowód miłości to dać komuś odrobinę ciepłości.

