Archiwum dla tagu ‘porzucenie’

Domowniki porzucone

8 Wrzesień 2008
poniedziałek 09:04

Ile by się singiel nie użalał nad swym losem, ma jedno – dom.

Nie zawsze taki, jak ma być, nie zawsze ładny i nie zawsze gości można zaprosić, żeby z zawałem nie polegli w progu, ale fakt jest faktem – jak dom domem.

A gdyby było tak:

Masz dom, jestes z kimś, kochacie się, on do ciebie “kotku, piesku, myszko”, śniadanka, spacerki, przechadzki, przytulanki. Czekasz na niego w tym domu jak idzie do pracy i kochasz kochasz kochasz. Nie możesz się powstrzymać, ale zdarza ci się z tej tęsknoty wielkiej spać z twarzą wtuloną w porzucony sweter lub co gorsza – w kapcie jego. Czekasz w oknie, czekasz przy drzwiach, czasem przysypiasz już z tego czekania.

Wraca – i radość wielka, skaczecz, przytulasz, szarpiesz mu ubranie, wszystko jest nevermind, całe to czekanie, jest tu i teraz, Ty ze swoją milością i totalne wariactwo.

I przychodzi taki dzień: On wraca, Ty do niego z tą miłością, on się nie odzywa, nie patrzy na Ciebie, zabiera Cię, wychodzicie. Wsiadacie do samochodu. Całą drogę milczy ze spuszczoną glową, odpala papierosa. Zatrzymuje auto. Każe Ci wyjść, nie chcesz, trochę się boisz, nie rozumiesz człowieka. Szarpie. Wysiadasz. Popycha Cię i idziecie do szarego, śmierdzącego zaułka. Nie widziałeś nigdy takiego miejsca – wszyscy są brudni i strasznie krzyczą. Niektórzy z bólu, niektórzy z obłędu. Rzucają się na Ciebie, ale nie mogą się wydostać przez zardzewiałe kraty.

Patrzysz i nic nie rozumiesz. Patrzysz na tego, z którym przyszedłeś a on wpycha cię do ciasnej klatki i zamyka. Na koniec wzrusza się, oczy mu się szklą, więc zaczynasz się cieszyć i próbujesz mu powiedzieć, że ok, dasz radę, nic się nie stało. Przecież wiesz, że wróci.

A wróci?

Do góry